Poradnik - mieszkaniowy

Mieszkać oszczędnie.

Ciepło:

dbać o szlachetną równowagę Przeszło dwa miliony mieszkań w Polsce ma zainstalowane podzielniki ciepła, które służą do rozliczania ilości ciepła zużytego w konkretnym mieszkaniu. Dzięki podzielnikom ciepła nasze rachunki za centralne ogrzewanie miały być niższe. Niestety na ogół nic z tego nie wyszło, a co gorsza - rachunki często zamiast zmaleć, wzrosły. Jeden z mieszkańców spółdzielczego osiedla w Warszawie opowiada, że w pierwszym roku funkcjonowania podzielników jego dopłata wynosiła niewiele ponad 200 zł. Sąsiedzi, którzy nie mieli podzielników musieli dopłacać więcej. Niestety w następnym roku dopłata wynosiła prawie 900 zł mimo różnych codziennych oszczędności, np. wyłączania ogrzewania w kuchni podczas gotowania.

Trudno mu to było zrozumieć

Warto zauważyć, że rozliczanie kosztów centralnego ogrzewania jest dość skomplikowane. Następuje ono na podstawie odczytu ciepłomierza zainstalowanego w węźle cieplnym danego budynku. Wskazuje on ile ciepła budynek zużył w sezonie grzewczym, czyli od września do maja. Koszty są dzielone pomiędzy lokatorów, którzy mają podzielniki, jak i tych, którzy ich nie mają. Przyjmuje się zwykle, że zużywają oni o 40 proc. więcej ciepła niż lokatorzy, którzy zostali opomiarowani. Ciepłownia za swoje usługi wystawia rachunek, który składa się m.in. z opłaty za pobrane przez blok ciepło, opłaty za przesył ciepła, abonamentu za tzw. gotowość świadczenia usługi. Rachunek wystawiany jest na podstawie cennika zakładu (tzw. taryfy), którą ciepłownia ustala w porozumieniu z prezesem Urzędu Regulacji Energetyki. Są to tak zwane koszty stałe, stanowiące ok. 60 proc. ceny ciepła. Koszty zmienne to opłata za ilość zużytego ciepła. Aby obliczyć średnią dla danego bloku trzeba także wziąć pod uwagę koszty ogrzewania części wspólnych - np. pralni, klatki schodowej, czy suszarni. Nietrudno więc zauważyć, że większość kosztów, które ponosimy za dostarczenie ciepła do naszego mieszkania nie ma nic wspólnego z naszymi prywatnymi oszczędnościami. Podzielniki zakładane na kaloryfery dzielą wynik, który wychodzi dla całego budynku na poszczególne mieszkania. Często zdarza się tak, że ktoś tak bardzo oszczędza ciepło, że chłodzi sąsiada, a ten musi zużyć więcej ciepła. Stąd wyniki są bardzo różne. Zdarza się, że lokatorzy, którzy nie mają podzielników wychodzą na tym lepiej niż ci, którzy zdecydowali się je u siebie założyć. Trzeba jednak podkreślić, że zanim zainstaluje się podzielniki blok powinien być ocieplony, a instalacja grzewcza sprawna. Przy kaloryferach trzeba także zainstalować zawory z termoregulatorami. Regulują one dopływ ciepła tak, aby w pomieszczeniu byłą stała temperatura. Zauważmy, że tak naprawdę podzielniki nie mierzą jednak zużycia ciepła. Pokazują pomiar temperatury otoczenia, czyli kaloryfera. Im mocniej on grzeje tym więcej punktów wskaże na podzielniku elektronicznym lub kresek na tzw. podzielniku kapilarnym. Niestety kresek albo punktów przybywa nawet latem, gdy dostawy ciepłą nie ma. Zakręcony termoregulator emituje tyle ciepła ile jest potrzebne do utrzymania stałej temperatury na poziomie 16 stopni Celsjusza. Jeśli więc ktoś lubi spać w chłodnym pokoju i na noc zakręca termoregulatory, a uchyla okno to ochładza jedynie kaloryfer, który i tak musi ogrzać mieszkanie do temperatury 16 stopni, więc pobiera więcej ciepła. Logicznie więc rzecz biorąc - okna należy otwierać na krótko i wietrzyć pokój jak najkrócej. Tylko rozrzutni lokatorzy mogą spać przy otwartych oknach. Poza tym mieszkania w budynku są różne. Aby utrzymać tę samą temperaturę jedno mieszkanie potrzebuje więcej ciepła, na przykład szczytowe, czy też położone na ostatnim piętrze. Wniosek jaki się nasuwa jest oczywisty: mieszkasz gorzej, płacisz więcej. Jeśli na przykład samotna osoba ma za ścianą liczną rodzinę, która grzeje i wietrzy o wiele więcej od niej to tym samym dogrzewa jej mieszkanie, zwłaszcza jeśli zakręciła zawory i ma u siebie niską temperaturę. Sąsiedzi oczywiście zapłacą więcej za większe zużycie ciepłą. Kolejny więc wniosek brzmi: kto nadmiernie oszczędza, żeruje na sąsiadach. To co jednak najbardziej denerwuje użytkowników podzielników to to, że ich funkcjonowania nie sposób zrozumieć. Liczenie zużycia wody lub energii elektrycznej jest o wiele łatwiejsze. Można na przykład sprawdzić licznik wody, wykąpać się i odczytać ile wody zużyliśmy i ile nas to kosztowało. Można sprawdzić ile wody zużywa pralka, czy zmywarka do naczyń. Na liczniku energii elektrycznej można sprawdzić ile prądu zużywa telewizor lub czajnik elektryczny. Z podzielnika nie można nic wyczytać poza tym, że miga albo ile przybywa na nim kresek. Tak więc nie podzielniki racjonalizują zużycie ciepła, ale ocieplenie domu, wymiana niesprawnej instalacji, zainstalowanie termoregulatorów, wymiana okien i drzwi na szczelne i inne działania, które eliminują straty ciepła. Tylko wymiana okien i drzwi na bardziej szczelne zależy od nas. Reszta leży w rękach zarządców budynków, czyli spółdzielni mieszkaniowych, wspólnot mieszkaniowych i administracji domów komunalnych.

Woda: patrz co kupujesz

Oszczędzanie wody też tylko w niewielkim stopniu zależy od nas, choć producenci coraz bardziej wyrafinowanych armatur łazienkowych i kuchennych robią ostatnio co mogą, aby nam to ułatwić. Krany zaopatrywane są w tzw. eko-przyciski oszczędzające wodę. Po ich włączeniu z kranu wypływa ok. 8 litrów wody na minutę, podczas gdy przeciętne zużycie wody ze zwykłego kranu wynosi kilkanaście litrów na minutę. Baterie termostatyczne regulujące temperaturę naszego prysznica to już codzienność w naszych łazienkach. Warto też zwrócić uwagę na najprostsze oszczędzanie wody: tzw. baterię jednouchwytową po wcześniejszym ustawieniu siły wypływu wody i jej temperatury można zamknąć na przykład na czas namydlenia się i potem jednym ruchem ją otworzyć. Przy tradycyjnych dwóch kranach, do ciepłej i zimnej wody taka operacja jest niemożliwa. Albo woda leje się przez cały czas, albo musimy ją ci chwila zakręcać i ustawiać jej temperaturę co chwila na nowo. Wbrew pozorom. zmywarka do naczyń zużywa znacznie mnie wody niż to się dziej podczas zmywania ręcznego. Chyba, że ktoś zdecyduje się zmywać talerze i garnki w stojącej, brudnej wodzie, ale takiego sposobu nikomu nie można zalecić.

Elektryczność

Pewne oszczędności możemy też uzyskać instalując w domu żarówki energooszczędne, które przy tej samej sile oświetlania wnętrza zużywają znacznie mniej prądu. Nikomu nie można oczywiście polecić instalowania zwykłych żarówek o mniejszej mocy. Ryzykujemy bowiem szybkie pogorszenie wzroku, co zaowocuje wysokimi kosztami szkieł i oprawek do okularów. Żaden szanujący się producent sprzętu AGD nie wypuści dziś na rynek produktów, które nie oszczędzają energii. Energooszczędne zmywarki do naczyń, lodówki i pralki to już standard, którego nawet nie trzeba się specjalnie domagać.

Okna: szczelne, ale nie za bardzo

Eksperci obliczają, że przez nieszczelne okna mieszkanie traci przeszło 40 proc. ciepła. Ważna jest więc instalacja szczelnych okien - ale uwaga - okna nie mogą być też zbyt szczelne, bo z mieszkania uczynimy prawdziwy "termos". Musimy w nim zapewnić dobrą cyrkulację świeżego powietrza, czyli dobrą wentylację. Ilość ciepła zużytego na wentylację zależy od ilości wymienionego powietrza. Czyli im lepiej będziemy kontrolować stopień wymiany powietrza i lepiej dopasowywać go do potrzeb, tym mniej ciepła zużyjemy na podgrzewanie świeżego powietrza. Dobrą wentylację zapewniają szczególnie skutecznie nawiewniki automatyczne. Samoczynnie pilnują one stopnia wymiany powietrza. Jeśli temperatura wewnątrz pokoju jest zbyt wysoka lub staje się w nim zbyt duszno, zainstalowany w ramie okna nawiewnik otwiera się automatycznie. Używając takich nawiewników możemy oszczędzić do 50 proc. energii cieplnej przeznaczonej do wentylacji w porównaniu z tradycyjnymi rozwiązaniami. Większość producentów okien ma też już w swojej ofercie okna z tzw. rozszczelniaczem, który w niemal niewidoczny sposób uchyla okno, wpuszczając do wnętrza świeże powietrze. Unikamy dzięki temu skraplania się pary wodnej na szybach, a nawet ścianach pomieszczeń. Jak więc widać z tego przeglądu mamy jednak pewne możliwości oszczędzania kosztów eksploatacji naszych mieszkań, choć nie da się ukryć, że na wiele spraw związanych z ich funkcjonowaniem nie mamy zbyt wielkiego wpływu. To jeszcze jeden argument za tym, że chcąc oszczędzać naprawdę, warto jest zdecydować się na kupno własnego domu. Bo choć o wszystkim co się w nim i w jego otoczeniu dzieje musimy myśleć sami, to w tym mieszczą się także starania o niskie koszty jego użytkowania.

Źródło: www.rnw.pl
powrót